Początkowo miałem być... Beaglem. Na szczęście rozmiary mieszkania moich właścicieli
ukierunkowały ich "pieskie" marzenia ku mniejszym gabarytom... i oto jestem.
Imię odziedziczyłem po największym amancie niemego kina - Rudolfie Valentino.
Podobnie jak
kiedyś dla niego, tak teraz dla mnie nie ma kobiecego (i nie tylko:)) serca nie do zdobycia.
Początkowo obawiano się, że jak mój imiennik pozostanę milczący, ale w
niedługim czasie moja latynowaska krew dała o sobie znać.
Jestem bowiem potomkiem psów legendarnch Azteków zamieszkujących tereny dzisiejszego
Meksyku. Po swoich przodkach odziedziczyłem ,oprócz inteligencji, gorący temperament.
Zawsze towarzyszy mi dobry humor i chęć do zabawy.
Z wielką radością witam każdego gościa,
chcoć muszę przyznać, że w zamian domagam się odrobiny uwagi. Jestem doskonałym
kompanem i lekarstwem na zły humor.